aktualizacja: 21/06/06 ref_psych(1),ref_trzezw(1),ref_soba(1)

 obecnie artykułów: 58   

Czujesz lęk? Szukaj pomocy!

Nowości!Zapisz się
Poprzednia strona Lista stron Losowa strona Dodaj stronę Następna strona Katolik.pl - strona główna

Konkurs - proszę oddaj głos Konkurs www Adonai.pl Laboratorium wiary i kultury

||| Persona - refleksje nad sobą - Rola rodziny w profilaktyce uzależnień

refleksje nad sobą

 
   Rola rodziny w profilaktyce uzależnień.

  Bardzo dużo uwagi poświęcamy w dzisiejszych dyskusjach sprawom uzależnień i problemów z tym związanych. Zastanawiamy się jakie środki i w jakich ilościach potrzebne są do skutecznej pomocy ludziom uzależnionym. Gdy mówimy o profilaktyce, to zwracamy uwagę na szkolenia, ośrodki, represje i inne doraźne zachowania. A może warto zobaczyć ten problem szerzej i realniej? Może liczymy tylko na doraźne efekty, zupełnie nie przejmując się pracą długofalową, żmudną, ale bardziej efektywną?
  Jakie są źródła uzależnień? Co prowadzi człowieka do chwytania się różnych możliwych środków zmieniających świadomość? Nie zamierzam w tym rozważaniu znaleźć odpowiedzi na te często zjawiające się pytania. Wymaga to głębszej analizy i długoletnich badań, które przeprowadzają ludzie zajmujący się tymi zagadnieniami profesjonalnie. Te dywagacje oparte będą na własnych doświadczeniach i długoletniej współpracy z ludźmi uzależnionymi. Takie podejście do zagadnienia pozwala mi operować pojęciami prostszymi, bardziej komunikatywnymi, często bardziej konkretnymi.
  Przez postawienie tych dwóch pytań pragnę dotknąć istoty uzależnienia tak, jak ja to widzę, bez chęci wyczerpania tematu czy też jego dokładnego zdefiniowania. W moim wnętrzu, gdzieś w głębi mego jestestwa istnieje pewien chaos. Trudno mi określić moje uczucia, trudno mi je nazwać, trudno znaleźć jakąś zasadę porządkowania moich uczuć. Czuję się z tym źle, nie potrafię jednak odpowiedzieć dlaczego tak się czuję, a nie inaczej. Szukam drogi wyjścia ciągle mając nadzieję, że sobie z tym poradzę. Szukam też ulgi w tej trudnej sytuacji i trafiam na jakiś środek, który mi tę ulgę przynosi. Stosuję go coraz częściej i obficiej nie zauważając, że zaczynam ten środek traktować jako konieczny do życia. Przestaję szukać innych rozwiązań swoich problemów. Środek przynoszący początkowo ulgę staje się środkiem koniecznym do minimalnego funkcjonowania. Staje się najważniejszym w moim życiu. Jestem człowiekiem uzależnionym od tego środka. Nie mogę bez niego żyć, chociaż sobie tego jeszcze nie uświadamiam. Kiedy wszystko przestaje dla mnie być ważne poza środkiem uzależniającym, kiedy staję się obojętny na sprawy niegdyś dla mnie bardzo ważne, kiedy czuję, że ginę, czuję się na dnie, decyduję się na szukanie pomocy u innych ludzi. Przestaję uciekać od siebie, bo nie widzę już możliwości ucieczki. Tak postrzegam sytuację człowieka uzależnionego decydującego się na leczenie uzależnienia.
  Początków problemu należy zatem szukać już wcześniej, zanim one zaczynają być silnie odczuwalne i bardziej widoczne. Często problemy człowieka dorosłego mają swoje źródło w dzieciństwie. Wiem o tym, że tym stwierdzeniem nie odkrywam Ameryki. Dla znawców problemu uzależnienia nie jest to nic nowego. Przypominam o tym nie bez kozery. Uświadamiam sobie bowiem, że to stwierdzenie zwraca moją uwagę na rodzinę. To bowiem w łonie rodziny dzieją się sprawy najważniejsze dla człowieka, dla jego dojrzałego życia. Często po prostu nie chcemy tego dostrzegać. Nie chcemy widzieć tej prawdy dla własnego wygodnictwa. Z czystego wyrachowania. Poza tym to niemodne mówić dobrze o rodzinie, o jej ważności dla każdego z nas. Teraz przecież preferuje się wolne związki, teraz nie wypada mówić o małżeństwie. Teraz się mówi „jesteśmy ze sobą”. To zwalnia od wszelkiej odpowiedzialności. Taka postawa wobec rodziny nie wymaga od nas zaangażowania i jakichkolwiek zobowiązań. W konsekwencji w takim związku czujemy się nadal wolni, nie przyjmujemy odpowiedzialności za los drugiej osoby, za los dzieci i los rodziny jako podstawowej komórki społecznej. Wydaje się to dosyć pociągające. Każdy wolny, każdy myśli tylko o sobie, bez przyjmowania zadań, bez troski o ich wypełnienie. A nauka Chrystusa? To też niemodne? A doświadczenia wieków? To też bez wartości? A troska o rozwój własny i przyszłych pokoleń? Kto by się tym przejmował! Czy można jednak w pełni się realizować gwałcąc prawa natury? Rozwój w rodzinie jest przecież czymś naturalnym, opartym na relacjach wynikających z naturalnych potrzeb człowieka. Moje zachowania i oczekiwania w okresie dziecięcym wynikają z mojego miejsca w rodzinie. Są w niej realizowane w mniejszym lub większym stopniu moje potrzeby i naturalne pragnienia. W rodzinie mam zapewnione, nie zawsze w wystarczającym stopniu, to, co mi pomoże dorosnąć i stanąć na nogi, stać się człowiekiem dojrzałym, dorosłym. Poza rodziną lub w wolnym związku z natury rzeczy realizacja moich potrzeb jest niewystarczająca, niedostateczna. Gdy jednak rodzina nie jest w stanie mi tego zapewnić przez swoją patologię, godzę się na skromniejszą realizację poza rodziną, ale nigdy odwrotnie. Nie można mnie pozbawiać zdrowej rodziny, proponując mi jej namiastkę.

Ks. Marian

<< powrót 

   
Pytanie