aktualizacja: 21/06/06 ref_psych(1),ref_trzezw(1),ref_soba(1)

 obecnie artykułów: 58   

Czy już kochasz siebie?

Nowości!Zapisz się
Poprzednia strona Lista stron Losowa strona Dodaj stronę Następna strona Katolik.pl - strona główna

Konkurs - proszę oddaj głos Konkurs www Adonai.pl Laboratorium wiary i kultury

||| Persona - refleksje nad trzeźwością - bezsilność początkiem trzeźwości

refleksje nad trzeźwością

 
   Bezsilność początkiem trzeźwości.

  Trzeźwość widzę jako pewien styl życia, jako komfort psychiczny w podejściu do problemów życiowych. Jak jednak tę trzeźwość osiągnąć? Jak do niej dążyć? W jaki sposób podchodzić do choroby uzależnienia?
  Gdy rozmawiam na tematy uzależnienia ze znajomymi mi osobami, bardzo często słyszę słowa: - „Potrzebna jest silna wola!” Ludzie ci nie zdają sobie w pełni sprawy, że mówią o niepiciu, a nie o trzeźwości. To nie jest to samo. Nie wystarczy powstrzymywać się od picia czy brania, by być trzeźwym i żyć w trzeźwości. Trzeźwość to coś więcej niż abstynencja. To styl życia, to forma działania, to właściwe reagowanie na różne sprawy życiowe.
  Człowiek uzależniony uważa siebie za człowieka silnego, więcej nawet, jest gotów udowadniać swoją siłę dłużej lub krócej powstrzymując się od picia alkoholu lub brania narkotyków. Człowiek uzależniony rozumuje tak: - ja potrafię panować nad swoim piciem lub braniem. Wymierzam przecież sobie dawki i umiem przez pewien czas dotrzymywać sobie słowa. Kiedy zechcę mówię dość i nie piję lub nie biorę. A że czasem zdarzy mi się wypić więcej lub więcej zaćpać, to przecież może się zdarzyć każdemu człowiekowi. Jestem wystarczająco silny, by kontrolować swoje picie lub branie. Tak rozumuje, gdy rzeczywistość jest zupełnie inna. Człowiek uzależniony, to człowiek poddany całkowicie środkowi uzależniającemu. To człowiek nie kontrolujący swego picia czy brania. Każda dawka środka powoduje wzrost chęci do dalszego dawkowania, powoduje też zwiększone zapotrzebowanie na ten środek odczuwane wręcz całym jestestwem. Ja nie wiem, czy to organizm mój domagał się alkoholu, wiem, że cała moja osoba krzyczała o następną dawkę alkoholu. Odczuwałem potrzebę alkoholu całym sobą. Nie ważny był trud w zdobyciu go, bez niego było mi bardzo źle. Tak bywało, gdy próbowałem ograniczać swoje picie. Tak bywało, gdy czułem się silny i chciałem jeszcze kierować swoim piciem. Ciągle walczyłem o poczucie siły wobec alkoholu. Ciągle próbowałem przekonać siebie i innych, że jestem silny i potrafię kierować swoim piciem. I piłem, piłem dużo i wciąż więcej, przekonany, ze jeszcze to picie kontroluję. Nie godziłem się z rzeczywistością, z prawdą. Prawda zaś była taka: - przegrałem totalnie z alkoholem i walka z nim była bezsensowna, była walką z góry przegraną. Nie chciałem tego przyjąć, bałem się przyznać do przegranej, bo, jak mi się zdawało, mogę przez to przyznanie się stracić coś ze swoich wartości. Bałem się uznać prawdę, by się nie poniżyć. Prawda jednak zwyciężyła. Osiągnąłem taki stan, gdy uznałem, że alkohol opanował mnie całkowicie i stałem się jego niewolnikiem. Uznałem swoją bezsilność wobec alkoholu. Przestałem z nim walczyć. Przestałem wznawiać próby panowania nad alkoholem. Stanąłem wobec niego całkowicie zrezygnowany. Nie dotykam go, bo on ciągle jest mocniejszy ode mnie. Nie dotykam, a więc i nie pioję. Czując swoją przegraną, odszedłem od alkoholu i nie wzbudza on we mnie żadnych emocji. Oczywiście, nie czuję się bezpieczny w pełni. Mam świadomość, że moja trzeźwość musi być ustawicznie budowana i rozwijana. Chcę być trzeźwym i dbam o to każdego dnia.

alkoholik

<< powrót 

   
Pytanie