aktualizacja: 21/06/06 ref_psych(1),ref_trzezw(1),ref_soba(1)

 obecnie artykułów: 58   

Oceniasz innych? Zacznij od siebie!

Nowości!Zapisz się
Poprzednia strona Lista stron Losowa strona Dodaj stronę Następna strona Katolik.pl - strona główna

Konkurs - proszę oddaj głos Konkurs www Adonai.pl Laboratorium wiary i kultury

||| Persona - refleksje nad trzeźwością - Byłem na dnie a Bóg podał mi rękę - DNO

refleksje nad trzeźwością 

 
   DNO.

  Popijać zacząłem już we wczesnej młodości. Z biegiem lat coraz częściej i coraz więcej. W ciągu 25 lat picia nie zauważyłem, kiedy na dobre uzależniłem się od alkoholu, która to była butelka, który to był kieliszek. Pamiętam gdy miałem 23 lata byłem w restauracji na dancingu. Zabrakło mi już wódki i pieniędzy, a chciałem się dopić, więc spijałem resztki z kieliszków. Następnego dnia oczywiście bardzo wstydziłem się tego co zrobiłem i już wówczas zauważyłem, że alkohol bierze górę nade mną. Głębiej jednak nie zastanawiałem się nad tym. A szkoda.
  Piłem z radości, z odniesionego sukcesu, piłem kiedy było mi dobrze. Piłem też i ze złości, z niepowodzeń, z kłopotów. Piłem też i z nudów. Jednym słowem moje życie było piciem na okrągło. Zawsze miałem powód. Alkohol stał się dla mnie najważniejszy. Zaniedbywałem rodzinę, dom, pracę. Odzyskiwałem humor na widok butelki. Wszystkim dokoła wyrządzałem przykrość i krzywdę, zwłaszcza tym, których kochałem i którzy mnie kochali. Czasem zdawałem sobie z tego sprawę, lecz nie przeszkadzało to w dalszym piciu. Zawsze miałem jakieś wytłumaczenie, zawsze tłumaczyłem to na swój sposób.
  Ostatni mój ciąg alkoholowy przed rozpoczęciem leczenia trwał ponad 3 lata. Codziennie przez ponad 1100 dni. W czasie tego ciągu miałem jednak 6 dni przerwy: 3 Środy Popielcowe i 3 Wielkie Piątki, ponieważ jestem wierzący (ironia). Nie wiem jaka ta moja wiara była, ale jeszcze była, jeszcze tliła się, nie zapiłem jej całkowicie, nie utopiłem w alkoholu. Już w nocy gdy mijała północ i kończyła się środa czy piątek, musiałem napić się, ponieważ inaczej nie mogłem zasnąć.
  Chciałem przestać pić, ale nie mogłem, nie miałem siły, alkohol był silniejszy ode mnie. Organizm miałem tak wyniszczony, że przez ostatnie 10 lat mogłem pić tylko białą czystą wódkę. Innych alkoholi organizm mój już nie przyjmował. Nabawiłem się kilku chorób: owrzodzenie dwunastnicy, niewydolność wątroby, przewlekły stan zapalny trzustki i dróg żółciowych, wieńcówka, a mimo wszystko piłem.
  Zmarła mi żona, a ja ciągle piłem. Słyszałem wiele głosów: „chamie, to znak, żebyś ty przestał pić", ale ja już sam nie mogłem przestać pić. Nawet nie byłem na jej pogrzebie, bo piłem. Tak byłem zniewolony przez alkohol.
  Zostałem z dwiema córkami - 13 i 19 lat. Jeszcze trzy miesiące po śmierci żony piłem, było to moje wykańczanie się, samozagłada. Łapało mnie delirium, miałem drgawki, więc musiałem pić, aby żyć. Musiałem wypić, aby cokolwiek zacząć robić, aby zacząć myśleć, chociaż byle jak, ale myśleć.

 strona: [0] [1] [2] [3] [4]

<< powrót 

   
Pytanie