aktualizacja: 21/06/06 ref_psych(1),ref_trzezw(1),ref_soba(1)

 obecnie artykułów: 58   

Co czujesz?

Nowości!Zapisz się
Poprzednia strona Lista stron Losowa strona Dodaj stronę Następna strona Katolik.pl - strona główna

Konkurs - proszę oddaj głos Konkurs www Adonai.pl Laboratorium wiary i kultury

||| Persona - refleksje nad trzeźwością - Byłem na dnie a Bóg podał mi rękę - DNO

refleksje nad trzeźwością 

 
   DNO - ciąg dalszy.

    Żona, gdy cierpiała przed śmiercią z pewnością myślała o swoich córkach, o ich przyszłości, jaka ona będzie z pijącym ojcem. Może swoje cierpienia ofiarowała Bogu i Bóg jej wysłuchał. Jestem przekonany, że kilkanaście lat modlitwy (dużo modliła się, odmawiając Różaniec) mojej mamy, chociaż nie doczekała mojej trzeźwości, też nie poszło na marne. Bóg jej wysłuchał. To zasługa wielu ludzi, że zerwałem ze swoim nałogiem.
  Dwa lata przed rozpoczęciem leczenia zetknąłem się z AA, było to jeszcze w USA. Mitingi odbywały się w piątki, a mi to w ogóle nie odpowiadało. W piątki miałem dzień wypłaty i zaczynał się szabas. Sobotę miałem wolną od Żyda, a niedzielę sam sobie robiłem wolną. Tak, że te dwa pełne dni miałem dla siebie na picie. Ciągle zwlekałem z zaprzestaniem picia, ciągle miałem jeszcze czas. Może w przyszłym tygodniu, może od poniedziałku i tak upływały tygodnie, miesiące i lata. Nadeszły w końcu dla mnie ciężkie dni. W dni powszednie (rano nie piłem) między godziną 17 a 18, zaczynało łapać mnie ssanie. Wówczas koniec roboty. Musiałem iść napić się, obojętnie czy to w barze, czy na ulicy z butelki zanim doszedłem do domu. Nie mogłem zdecydować się na pracę nad sobą, a wówczas może jeszcze miałem szansę. W czasie mitingu już myślałem do którego baru zajdę wracając do domu. Tylko na jedną kolejkę, no góra trzy, czwartą dostawałem za darmo od baru. Zawsze jednak tych kolejek było więcej. Przestałem chodzić na mitingi, po prostu chciałem nadal pić.
  W początkowym okresie swego pobytu w Stanach piłem jedną z najtańszych wódek, Romanow czy Ramonow, już dokładnie nie pamiętam.
  Pewnego dnia wchodzę do liguorstor i proszę o swoją wódkę. Facet mówi, że nie ma, więc proszę go, aby zamawiał jej więcej, a on mi odpowiada, że tylko dla mnie ją zamawia. Kupiłem więc inną. Ale jaki byłem dumny, że tu w Stanach, w Nowym Jorku, w sklepie monopolowym, facet specjalnie dla mnie zamawia wódkę. Ale jestem panisko. Kumple popadaliby z zazdrości gdyby to widzieli.
  Śmieję się teraz sam z siebie, gdy to sobie przypomnę.
  Po przyjeździe do Polski, kiedy to już byłem chodzącym wrakiem zacząłem regularnie uczęszczać na spotkania AA. W międzyczasie przeszedłem 3 odtrutki i 3 grupy psychoterapeutyczne. Wziąłem się poważnie za siebie. Na pierwszych kilkudziesięciu spotkaniach siedziałem jak na tureckim kazaniu nie zabierając głosu. Chociaż zachowywałem abstynencję fizyczną, byłem jeszcze ciągle pijany na duszy i na umyśle. Niewiele jeszcze rozumiałem. Jedni chwalili się, że już kilka miesięcy lub lat nie piją, inni narzekali na wszystko dokoła, że wszyscy ich denerwują, że bardzo ciężko znoszą abstynencję. A ja siedziałem i słuchałem, i bardzo chciałem już nie pić. Byłem bardzo niecierpliwy, chciałem dogonić tych którzy mieli dłuższy okres abstynencji, trochę im zazdrościłem.
  Wiele razy obiecywałem sobie, że zabiorę głos, że powiem co mnie dręczy, wytłumaczę się z czegoś, ale coś mnie blokowało. Wówczas byłem zły na siebie i czekałem na następne spotkanie. Jeżeli natomiast udało mi się zabrać głos, czułem ulgę i zadowolenie, było mi dobrze.

 strona [0] [1] [2] [3] [4]

<< powrót 

   
Pytanie