aktualizacja: 21/06/06 ref_psych(1),ref_trzezw(1),ref_soba(1)

 obecnie artykułów: 58   

Zadbaj o siebie!

Nowości!Zapisz się
Poprzednia strona Lista stron Losowa strona Dodaj stronę Następna strona Katolik.pl - strona główna

Konkurs - proszę oddaj głos Konkurs www Adonai.pl Laboratorium wiary i kultury

||| Persona - refleksje nad trzeźwością - Byłem na dnie a Bóg podał mi rękę - DNO

refleksje nad trzeźwością 

 
   DNO - ciąg dalszy.

   Program AA jest prosty, opiera się na doświadczeniu trzeźwych alkoholików. Na początku wielu rzeczy nie rozumiałem, ale w nie uwierzyłem, bo to są przeżycia bliskich mi ludzi. Z biegiem czasu zaczęło mi się wszystko rozjaśniać. Kwiat zakwita w swoim czasie, owoc dojrzewa w swoim czasie, ja też mam swój czas na wytrzeźwienie. Po 8 latach trzeźwienia jeszcze wielu rzeczy w całości nie rozumiem, ale nie zrażam się tym, wiem, że po następnych 8 latach zrozumiem jeszcze więcej. Zrozumiem siebie, gdy zrozumiem innych ludzi. Z dystansu, z boku lepiej wszystko widać i w każdym człowieku znajduję cząstkę siebie.
  W grupach AA czuję się jakoś bezpiecznie, gdy jeden upadnie to podniesie go drugi, Marian, Waldek czy Bożena. Natomiast jeżeli jest się samemu i upadnie, często nie ma sił aby powstać. Jesteśmy potrzebni dla siebie. Jeden dla wszystkich, wszyscy dla jednego.
  Tu w AA dowiedziałem się też o programie HALT czyli STOP.
  Hungry — głodny
  Angry — zły
  Lonely — samotny
  Tired — zmęczony
  To znaczy starać się nie być nigdy: głodnym, złym, samotnym i zmęczonym. Ponieważ będąc w takich stanach, trzeźwiejący alkoholicy najczęściej sięgają po butelkę.
  Zauważyłem trzy etapy trzeźwienia:
  I etap - trzeźwy alkoholik. Bratnia dusza, z nim najłatwiej mi szczerze rozmawiać o swoich problemach. Piciorysy.
  II etap - grupy AA i psychoterapeutyczne. Nabieram odwagi w poznawaniu prawdy o sobie. Uświadamiam swoją chorobę.
  III etap - Bóg. Wcześniejsze etapy pozwalają mi lepiej Go poznać i zbliżyć się do Niego. Sam siebie nigdy nie poznam bez pomocy Boga.
  Są przypadki, że dorośli ludzie z AA przystępują do Pierwszej Komunii Św., do Sakramentu Bierzmowania, po latach pożycia małżeńskiego na „łapę", zawierają śluby kościelne, pomagają „niewierzącym" rodzicom pojednać się z Bogiem na łożu śmierci. To też jest AA!
  Słyszałem od bardzo młodej nieuzależnionej osoby śliczne zdanie: „Jezus nie pyta czy możesz, lecz czy chcesz. On może wszystko".
  Bóg jednak nie zajmuje się tym, co z powodzeniem mogę ja sam zrobić i nie wyręcza mnie z moich obowiązków.

Dopisane po dziesiątym roku trzeźwienia

  Na początku, nie wierzyłem lekarzom, psychoterapeutom, że mogę przestać pić. Sami chodzą na różne imprezy i popijają, a mi każą przestać. Zresztą taka ich praca, biorą za to pieniądze. Przekonali mnie o tym dopiero ludzie z AA, dając o sobie świadectwo ze swojej kilkuletniej abstynencji, trzeźwości.
  Bardzo często, właściwie zawsze najpierw moi rodzice, a potem żona płacili moje rachunki, usprawiedliwiali mnie, kłamali w mojej obronie, wstydzili się za mnie, przebaczali mi, wyciągali mnie z różnych opresji. Wszystko to robili w dobrej wierze myśląc, że to już ostatni raz. Obiecywałem im, że to się więcej nie powtórzy. Mieli taką nadzieję. Jednak pijący alkoholik bywa wilkiem w owczej skórze. Wszyscy dawali się nabrać na moje obiecanki, w które ja sam często wierzyłem. Brali odpowiedzialność za moje picie. Nie zdawali sobie sprawy z tego, że to jest moja choroba. Może nawet nie chcieli dopuszczać do siebie takich myśli. Postępując w ten sposób, nieświadomie pomagali mi trwać w alkoholizmie.
  Nie napiętnowane zło zazwyczaj kończy się tragicznie. Z czegoś co jest złe, nigdy nie wyjdzie nic dobrego.
  Każdy kiedyś przestanie pić, ale tylko niewielu udaje się to za życia. Zabić utopić w alkoholu swoje człowieczeństwo, to znaczy szybko zapomnieć o Bogu. Alkohol zabija miłość do bliźniego i miłość do Boga. Zamyka serce w ciasnym egoizmie i strąca człowieka w noc duchowej śmierci. Wówczas moje życie traci sens, a ja sam tracę na swojej wielkości i godności. Przychodzą myśli samobójcze, wielu tak skończyło....
  Znalazłem ulotkę o alkoholu, a oto jej treść:

Gdyby alkohol mógł się przedstawić i przemówić, tak by to mniej więcej wyglądało:
  Przyznać muszę, że byłem i jestem złodziejem w najgorszym po ludzku sądząc wydaniu. Kradną rodzinie najlepszych ojców i synów. Kościołowi najwierniejsze dzieci. Ojczyźnie najzdolniejszych obywateli. Szkole i nauce najtęższe umysły. Rodzinie ludzkiej najpierwsze jednostki. A jednak uchodzą za przyjaciela człowieka, towarzysza jego radości i smutków.
  Ja jestem na świecie największym gangsterem i przywódcą mafii, która codziennie uśmierca miliony, zabierając im wszystko. Włamuje się do kieszeni, domów, serc i rodzin. Mój gang nie boi się szubienicy, bo mam w swoim gronie przedstawicieli wszystkich warstw społecznych, nie wyłączając sprawujących władzą i wymierzających sprawiedliwość.
  Jestem panem, monarchą, władcą. Mnie służą rządy, stawiając na czołowym miejscu w czasie bankietów i przyjąć. W mojej obecności decyduje się o losach świata, życiu i śmierci, ubija interesy... Przy mnie ludzie bawią się, tańczą płaczą umierają.
  Walą się trony jeden po drugim, kurczą imperia, upadają rządy, tylko moje imperium nie kurczy się i nie upada, choć niesie zagładę. Niszczę wszystko i wszystkich. Piękne dzieci, wspaniałą młodzież
przemieniam w zbrodniarzy. Zapełniam nimi szpitale i zakłady poprawcze. Bogatych zamieniam w nędzarzy. Zdrowych w chorych. Mądrych w głupich. Kołyski w trumny. Miasta w cmentarze....
  Któż mnie nie doświadczył? Któż mnie nie zna? I to dziecko mego przyjaciela pijaka. I ta poniewierana żona. Znają mnie dobrze kapłani, załamując ręce nad owocami wieloletniej pracy. Znają mnie izby wytrzeźwień, sądy, więzienia, ale też i szkoły, dyskoteki.

  Teraz nie muszę się już chyba dłużej przedstawiać? Mam nadzieję, ze i wy nie zrazicie się do mnie i tylko u mnie szukać będziecie mocy, szczęścia tak, jak szukają miliony. Ze i was nie zabraknie w mojej armii, z którą od lat zdobywam dla PIEKŁA.

 
 
 Bogdan, alkoholik niepijący

 strona: [0] [1] [2] [3] [4]

<< powrót 

   
Pytanie