aktualizacja: 21/06/06 ref_psych(1),ref_trzezw(1),ref_soba(1)

 obecnie artykułów: 58   

Nowości!Zapisz się
Poprzednia strona Lista stron Losowa strona Dodaj stronę Następna strona Katolik.pl - strona główna

Konkurs - proszę oddaj głos Konkurs www Adonai.pl Laboratorium wiary i kultury

||| Persona - refleksje nad trzeźwością - Byłem na dnie a Bóg podał mi rękę - DNO

refleksje nad trzeźwością 

 
   DNO - ciąg dalszy.

   Pamiętam na jednym z pierwszych moich mitingów AA, gdy pewien kolega mówił, że już ponad pięć lat nie pije i jest szczęśliwy, nie wierzyłem mu. Jak tu żyć bez gorzałki i być szczęśliwym, tyle świąt, imienin, urodzin, dla mnie to była utopia. Natomiast gdy inni koledzy z AA, Marian lub Ryszard mówili o programie AA i o sobie, to byłem zły, że mówią tak szybko, że nie mogę zapamiętać ich mądrych stów. Alkohol wszystkich nas sprowadza do wspólnego mianownika i tych wykształconych z tytułami i zwykłych robotników.
  Bywało, ze wychodziłem z mitingu niezadowolony, wówczas uważałem, że nic mi on nie dał. Były to tylko pozory. Po kilku dniach, czy tygodniach zmieniając zdanie wracałem do tych mitingów. Zauważyłem, że dały mi jednak nowe przemyślenia i postanowienia. Znalazłem tam nie to, czego chciałem, lecz to czego potrzebowałem. Nie liczy się, to co mam zamiar zrobić, ale to co robię obecnie. Więcej słuchać, a mniej mówić, wyjąć watę z uszu i włożyć do ust. Kroki AA to bardzo prosty program dla skomplikowanych, pokręconych ludzi. Przychodziłem czasem na mitingi tylko po to, aby zobaczyć co dzieje się z tymi, którzy przestali przychodzić. Jeżeli nie zrobię nic, żeby było lepiej, to na pewno będzie gorzej. Mogę nie dostrzegać własnego rozwoju, ale już dobrze, gdy dostrzegam go u innych. Współpraca z ludźmi, także w grupach AA jest jedną z najbardziej podniosłych rzeczy w życiu. Ale mieszanie się w czyjeś sprawy jest niegodziwe. Nie mam prawa wtrącać się w czyjeś życie. Nie mogę narzucać swego punktu widzenia kiedy komuś pomagam.
  Chodzę regularnie na spotkania AA, czuję taką potrzebę, a może to przyzwyczajenie? Były takie momenty, gdy miałem kilkanaście miesięcy abstynencji, że mitingi trochę mnie denerwowały, a przede wszystkim ci, którzy zapijali po kilku miesiącach abstynencji. To ja, takie dno, dałem sobie radę, a oni nie mogą. Nie pamiętałem wówczas, że to Bogu zawdzięczam swoją abstynencję i dzięki Niemu przestałem pić. Gdybym codziennie chodził na mitingi to i tak przez dłuższy czas byłbym sam. Boga mam ciągle przy sobie, w burzliwy dzień i bezsenną noc. Zawsze gdy czuję jakieś zagrożenie zwracam się do Niego. On mi pomaga i chroni. Ta moja droga do trzeźwości staje się coraz szersza, ciągle rozszerza się i jest mi dobrze, czuję, że jestem coraz lepszym człowiekiem. Początki jednak były bardzo ciężkie.
  Z trzeźwieniem jest tak jak zjedzeniem, gdy jestem głodny, potrzebuję jedzenia, sam muszę jeść. Gdy chcę być trzeźwy, sam muszę do tego dążyć. Nikt nie zrobi tego za mnie. W miarę jedzenia apetyt rośnie, trzeźwość rozwija się i też rośnie.
  Niektórym osobom jest bardzo trudno trzeźwieć, ponieważ łapią wszystko zbyt szybko, za szybko, a tu potrzebny jest czas. Nie zawsze mogę sobie poradzić z samotnością.
  Przez kilka lat żyłem sam wśród obcych mi ludzi, a nie czułem się samotnie. Był alkohol - wóda. Gdy zacząłem trzeźwieć, mimo tego że jestem z rodziną, wśród Polaków czuję się bardziej samotnie niż w Stanach. Ta samotność tkwi we mnie. Jak się do niej dobrać? Zerwałem ze starym pijącym towarzystwem, a wśród najbliższych jeszcze nie odzyskałem zaufania. To normalne, pijąc przez lata ciągle obiecywałem, oszukiwałem, dlaczego tym razem miało być inaczej. Zostali mi ludzie tacy jak ja, alkoholicy z AA. Powinienem chyba otworzyć się do ludzi i bardziej im zaufać to ja powinienem poszukać kogoś, kto potrzebuje mojej pomocy. Nie czekać, aż ktoś do mnie przyjdzie czy zadzwoni. Czasem jeszcze teraz, gdy czuję się samotnie i zaczyna mnie wszystko denerwować, wychodzę na spacer. Często idę na jakiś przystanek autobusowy, siadam i udaję, że gdzieś jadę. Może to jest śmieszne, ale to mi pomaga. Spotkam kogoś znajomego, spalę papierosa lub dwa. Gdy patrzę na ludzi to widzę, że niemal wszyscy ciągle gdzieś spieszą się. Więc ja jakby na przekór temu, zwalniam i nie wiem dlaczego uspokajam się. Zawsze po takim spacerze czuję się dobrze i odzyskuję humor.

 strona: [0] [1] [2] [3] [4]

<< powrót 

   
Pytanie