aktualizacja: 21/06/06 ref_psych(1),ref_trzezw(1),ref_soba(1)

 obecnie artykułów: 58   

Co czujesz?

Nowości!Zapisz się
Poprzednia strona Lista stron Losowa strona Dodaj stronę Następna strona Katolik.pl - strona główna

Konkurs - proszę oddaj głos Konkurs www Adonai.pl Laboratorium wiary i kultury

||| Persona - refleksje nad trzeźwością - Byłem na dnie a Bóg podał mi rękę - DNO

refleksje nad trzeźwością 

 
   DNO - ciąg dalszy.

  Wódkę zawsze miałem pod ręką i zawsze miałem jej zapas, bałem się, aby mi nie zabrakło. Bałem się, że gdy znów zaczną się drgawki nie trafię butelką do ust. Więc byłem ciągle na rauszu. Rzadko wychodziłem z domu, byłem tak wycieńczony, tak wyczerpany, że bałem się chodzić po ulicach. Myślałem, że już umrę. Były momenty, że czułem wokół siebie śmierć. Aż pewnego dnia sam jakimś cudem bez niczyjej namowy trafiłem do Przychodni Przeciwalkoholowej, a stamtąd do szpitala na odtrutkę i leczenie. Udało się wyhamować, stał się po prostu cud, inaczej ja tego nie mogę sobie wytłumaczyć. Przez pierwsze dni czułem się jak ryba wyrzucona z wody na brzeg. Na oddziale w „piekle" przeżyłem piekło wewnętrzne. Na oddziale ogólnym byłem dość krótko. Nie wiem po co są te oddziały (strata państwowych pieniędzy), tam nikt z tych pacjentów, a było ich około 70, nie miał zamiaru przestać pić. Denerwowało mnie to, bo ja bardzo chciałem przestać pić. Załapałem się na grupę psychoterapeutyczną, nie wiem na ile mi ona pomogła, ale coś się ze mną stało. Narobiłem sobie takiego zamieszania w głowie - rozumie i w sercu - uczuciach, że przez kilka miesięcy nie wiedziałem nic. Wiedziałem tylko jedno, że nie chcę już więcej pić. Czułem się jakiś wyizolowany z otoczenia. Jednak po 4 miesiącach zapiłem, piłem przez tydzień. Następna odtrutka, miesiąc abstynencji, a potem drugie zapicie i miesiąc chlania. Trzecia odtrutka i wówczas postanowiłem wszyć esperal. Odtrutka kończyła się w sobotę, a w poniedziałek byłem umówiony na wszycie. Ta wolna niedziela była dla mnie koszmarem, myślałem, że zwariuję, że oszaleję, tak chciało mi się pić. Udało mi się - przetrzymałem. W poniedziałek po wszyciu esperalu wybiegłem szczęśliwy ze szpitala. Teraz wiedziałem, że przetrwam kryzysy i nie będę już pić. Tak też się stało.

  Pewnego, dnia po kilku miesiącach abstynencji, córki rzuciły mi się na szyję mówiąc, że wierzą, że nie będę już pić. Aż miękko zrobiło mi się w kolanach, cudowna chwila. Przyznały mi się, że gdy piłem, to one jeździły do Gietrzwałdu i tam modliły się przed Cudownym Obrazem Matki Bożej. Tak, to Bóg sprawił, że przestałem pić. Przez ostatnie miesiące mego ponad trzyletniego ciągu nie mogłem nawet normalnie modlić się. Od rana do wieczora ciągle byłem na rauszu, bałem się spojrzeć na obraz Jezusa i Matki Bożej. Robiłem to najwyżej ukradkiem, kątem oka. Wiedziałem jednak, że tylko Bóg może mi pomóc, lecz mało modliłem się, bałem się aby jeszcze bardziej nie obrażać Boga, ponieważ ciągle piłem. Zacząłem więc dzwonić do obcych mi ludzi i prosić o modlitwę za mnie, o jedną dziesiątkę różańca. Teraz gdy to wspominam po kilku latach, wiem, że to Duch Święty tchnął mi taką myśl. Ludzie do których dzwoniłem w większości byli mi życzliwi. Obiecywali, że będą modlić się za mnie nie tylko w tym dniu, ale i w przyszłości.
  Czułem się bezpieczny, wiedziałem, że Bóg mnie nie opuści. Lecz ciągle jeszcze piłem. Czasem odnoszę takie wrażenie, że ci dobrzy ludzie w dalszym ciągu jeszcze modlą się za mnie choć minęło już 8 lat. Może mają w rodzinie jakiegoś alkoholika dlatego byłem im bliski. Pamiętam także, że zdenerwował mnie pewien ksiądz, do którego zadzwoniłem. Odtrącił mą prośbę i powiedział, abym nie zawracał mu głowy. Wówczas byłem oburzony, dziś jednak myślę, że mimo wszystko pomodlił się za mnie, a może i odprawił mszę św. w mojej intencji.

 strona: [0] [1] [2] [3] [4]

<< powrót 

   
Pytanie